„Tradycja służy zachowaniu porządku świata. Jeśli ją złamiemy, świat się skończy.”
– Paulo Coelho …

– Czasu mało i od dawna odkładamy ten temat. Niech będzie to teraz i już. Tradycja. Podrzuciłam Ci na górze pewien cytat z zawodowego wymądrzacza, autora cytatów okrągłych. Czym jest dla Ciebie tradycja, jaki to słowo ma wydźwięk? Pozytywny, negatywny, neutralny?

Z pewnością nie jest to wydźwięk neutralny. Pierwsze wrażenie jest oczywiście pozytywne. Wiąże się z tym, że jeśli tradycja, to i pamięć. Diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach, bo pamięć, to jedno, a tępe naśladownictwo, to drugie. Dla mnie różnicę robi kilka czynników: 1. Dobrowolność, czy przymus, 2. Konsekwencje (pozytywne, negatywne), 3. Związek z kulturą i sztuką (kiedy istnieje, a kiedy jest iluzją jedynie).

– U mnie pierwsze skojarzenie z kulturą i sztuką. Ale kulturą przez duże K, w znaczeniu ludzkiej twórczości, nie w znaczeniu „u nas w Zakopanem to chłopu musowo babę trza bić, bo inaczej wątroba jej gnije, taka tu u nas kultura”. Ech, Zakopane, kiedy pierwszy raz rozmawialiśmy na temat tradycji byłam o krok od popełnienia tekstu „Zakopane – miasto do którego się nie wybieram”. Głównie pod wpływem felietonu o tym, jak się rozbiera w Zakopanem tradycyjne, podhalańskie budynki, żeby na ich miejsce postawić betonowe gówna, które potem reklamuje się turystom niedzielnym jako domy „w stylu zakopiańskim”. Chcę postrzegać tradycję pozytywnie. Lubię folkową nutę, lubię przydrożne kapliczki, lipowe świątki dłubane przez lokalnych artystów. Ale w tym chyba za mało jest dutków. Bo jednak „tradycja” fasiągów (zaledwie XIX-wieczna) jest ważniejsza dla górali od tradycyjnej architektury, którą sami, własnymi rękami rozbierają. No i piszesz jeszcze w pkt. pierwszym: dobrowolność czy przymus. A skoro tradycja to też obyczaj, tu mamy do czynienia z kontrolą społeczną … czyli raczej przymus …

No właśnie, Zakopane: Katowanie koni pociągowych przez właścicieli i akceptację tego zjawiska przez leniwe kreatury wożące swe dupska na wozach, zastępowanie tradycyjnej architektury betonem przyozdobionym bazarową tandetą. Abstrahując jednak od tego miasta…, zróćmy uwagę, co pod płaszczykiem tradycji jest pielęgnowane: 1. Kontrola (n.p. tradycyjna wiara i przywiązanie do „społecznej nauki kościoła”- czyli rób co ci każe ksiądz pan i nie pyskuj, ewentualnie tradycyjna rola rodziny, czyli „nie dyskutuj, tylko rób co ci każą mamusia z tatusiem i również stul pysk”). 2. Kasa, n.p. handel masowy „pamiątkami”, które w niczym nie przypominają tradycyjnych (podrobione oscypki, góralskie sweterki z Chin), cały bazarowy brud, bylejakość i syf. To kontynuujemy. A co jest porzucane? Wszystko wymagające wiedzy, umiejętności, treningu: Tradycyjne obrazy, rzeźba, rękodzieło, taniec i piosenka tradycyjna. Porównując do Irlandii, gdzie każda szkoła ma w ofercie naukę tańca tradycyjnego (stepu irlandzkiego) i chóry pieśni tradycyjnej, jesteśmy krajem barbarzyńców. Mieliśmy to szczęście, że przetrwała u nas cała masa zabytków i zupełnie tego nie szanujemy, dyskutowaliśmy już o zamkach i pałacach zniszczonych przez SUWERENA, prawda?

Mazur (Straszny dwór)

-Tak, ten temat już był, Zakopane nie jest tutaj wyjątkiem. Nawet obecnie, w czasie przedwyborczym, skupiono się na dawaniu za darmoszkę. Niewielu jest krzewicieli kultury, obrońców zabytków, obrońców pomników przyrody, pomników słowa. Z przedwyborczych zapewnień wieje tanizną. Wróć, staram się jednak wynaleźć pozytywy tradycji 😛  Uważam, że fantastyczną sprawą są regionalne potrawy czy kultywowanie tzw. ginących zawodów, które niekoniecznie są takie ginące. Dobry kowal czy zdun nadal są w cenie. Jeśli ktoś w tym zawodzie narzeka na brak pracy, to albo jest bardzo kiepski, albo gdzieś straszliwie rozmija się z popytem nie wychodząc ze swojej piwnicy w czasie dnia. Tradycyjne budownictwo, przede wszystkim drewniane, także sakralne … ja naprawdę lubię przydrożne te maryjki, czy dolnośląskie nepomucki, które coraz częściej szarzeją, którym odpadają głowy, zacierają się twarze …

przydrożna maryjka

Ba, na przykładzie potraw świetnie widać, gdzie jest podtrzymywana tradycja, a gdzie ona upada. Tradycyjne potrawy wymagają świeżości, pracy. Odpada stosowanie mrożonek i konserwowanego gówna, nie da się tego wyciągnąć z puszki, więc i mamy coraz większy problem z odszukaniem miejsc, gdzie można zjeść jak za dawnych lat. Świetnie to widać na przykładzie Eucharystii- niegdyś spożywano chleb, ale że to zbyt niekomfortowe, stanęło na waflu, którego się da masowo produkować i przechowywać bez zbędnych kosztów, nie zajmuje wiele miejsca, a ciemny lud to kupi i będzie jeszcze bronić do upadłego. Ratowanie starych domów. To rzeczywiście jest coś. Poniekąd za sprawą dość szczęśliwej mody …a może świadomości…, nadal jednak mówimy o stosunkowo nielicznych, bo jak już wspomniałem, chętnie kultywujemy tradycje (także bzdurne), pod warunkiem, że nie generują przesadnych kosztów i wysiłku.

Grzegorz Turanu – Cichosza

– I tu przychodzi mi na myśl definicja tradycji jako kultywowanie zachowań, których przyczyn już nie znamy lub nie chcemy znać, ale zachowań powszechnych, więc nie wymagających myślenia ani korygowania. Z pewnością koszerność jedzenia w kulturze żydowskiej miała sensowne powody … kiedyś tam. Teraz jest balastem, na dodatek często generującym pytania i sprzeczności nie do zniesienia. Obyczaj chowania zmarłych w dniu śmierci w tradycji Islamu też był gdzieś/kiedyś tam sensowny. Ale, gdy muzułmanin mieszka w Szwecji …? To jest ta sławetna w psychologii pieczeń obcięta z dwóch stron, przycinana tak od pokoleń, choć już zapomniano o pochodzeniu tego zwyczaju, nie mającym nic wspólnego ze smakiem potrawy – zapomniano, że prababcia miała małą rynkę do pieczenia.

Jest jeszcze coś: Tęsknota za stałością, za tym, by mieć coś, czego nam nikt nie odbierze. Weźmy „tradycyjny” model rodziny: Facet zarabia, kobieta jest niewolnicą robiącą za wikt i opierunek, dziecko nie ma prawa głosu, za to ma obowiązek posłuszeństwa, a później opieki nad rodzicami na starość. Jakie to bezpieczne; Nikt „głowie rodziny” nigdy nie podskoczy, więc da od siebie tyle, ile uzna za stosowne, kura domowa nie odejdzie, bo bez doświadczenia na rynku pracy jest nikim, nie pomoże nawet staranne wykształcenie- i mamy raz na zawsze wszystko poukładane. Tymczasem realia są inne: „wszystko płynie”, nic nie jest dane raz na zawsze i wszystko trzeba pielęgnować- tradycja jest tutaj złudą trwałości.

– Czyli bezpieczeństwa … 🙂 a właśnie dzisiaj zadałam na swoim blogu pytanie sama do siebie, czy bezpieczeństwo jest najważniejsze, czy tylko o nie w życiu chodzi. Widzisz, my również wypracowujemy swoje tradycje. Wypracowujemy pewne stałe elementy naszego wspólnego życia. Tradycja wypracowana, ustalenie pewnych reguł, powtarzalnych elementów nie jest złe, gdy ma służyć bliskości, przytulności. Chcę to słowo postrzegać dobrze, choć jest spaskudzone przez wielkie T … Tradycja w kościele katolickim. „Tak mówi Tradycja” = nikt tego nie zbadał, ale ktoś tak sobie umyślił, tak gdzieś , kiedyś ustalono i dlatego, że nie pamiętamy kto i gdzie, musi to być prawda. Dla mnie, umysłu naukowego, nie do przyjęcia. Zresztą tradycja to też słowo spaskudzone politycznie.

„Tradycja – to rzecz zawodna. (…) ulega często przeinaczeniom.”
– Zenon Kosidowski.

– Masz raczej na myśli ułudę bezpieczeństwa. Chiny myślały, że będą bezpieczne budując Wielki Mur, który okazał się żadną przeszkodą dla Mongołów, za to znaczącą dla handlu i przepływu myśli technicznej- w konsekwencji, starożytne Państwo Środka powoli straciło na znaczeniu. Francuzi czuli się bezpieczni za Linią Maginota, a Niemcy ją po prostu obeszli. Bo bezpieczeństwo, to zdolność do manewru, a nie zabetonowanie. Chciałem jednak przypomnieć od czego wyszedł pomysł na notkę. Rozmawialiśmy o maltańskiej „tradycji” strzelania do ptaków dla upamiętnienia klęski głodu, podczas której ludzie musieli jeść wszystko, co było w ich zasięgu. Zasłaniając się tamtymi wydarzeniami, banda zwyrodnialców strzela do bocianów (i innych równie rzadkich ptaków) i nawet im się nie chce posprzątać ciał, które później zalegają na wyspie. Inna tradycja, to nasi polscy myśliwi, którzy tradycyjnie są państwem w państwie i jak nam to pokazał jeden z największych łajdaków polityki, Szyszko Jan, potrafią hurtowo walić śrutem do hodowanych w klatkach bażantów, wypuszczanych dla „sportu” naszych „miłośników tradycji”. Do tego samego rodzaju barbarzyństwa dodałbym ubój rytualny, obrzezanie dziewcząt i chłopców. Z tradycji zaś katolickiej wymieniłbym zaś zboczony celibat i równie zboczone narzucanie społeczeństwu fantazji seksualnych dziadygów w celibacie żyjących, z których najsłynniejsi, jak Jan Paweł II pisywali nawet encykliki o czymś, czego w życiu nie zaznali, ani nie badali.

Skrzypek na dachu (Tradycja)

– Z międzynarodowych zboczeń ja dodam jeszcze corridę – już Jovellanos, polityk oświeceniowy, wyśmiał jej promowanie jako tradycji narodowej, gdy tymczasem większość Hiszpanów nie miało z nią nic wspólnego. Corridy zakazano. Ale potem przyszli romantycy i zakaz został zawieszony 🙂. Szkiełko i oko nie będzie nas uczyć … Ponad 200 lat temu mądry facet widział, że corrida nie jest rozrywką narodu, ale ta prawda do narodu nie dotarła, bo ważne jest to, co w sercu (szkoda, że nie w dupie). Gdy zbierzemy inne przykłady, które tutaj się pojawiły, to jawi się tradycja jako pożywka dla ludzkiej bezmyślności. Tradycja wymagająca wysiłku, wysublimowania, umiejętności zamiera. Debilizmy plenią się same. Młodzież biega jak z cieczką w lany poniedziałek nie dlatego, że kocha tradycje polskiej wsi. Po prostu nie ma co robić i tak zabija domową nudę. Grill nie dlatego się przyjął jako „nowa” tradycja niemalże w dwa-trzy sezony, że opływamy w dostatek. Raczej stał się dopełnieniem zagrychy do wódy. W końcu pojawił się cywilizowany sposób powiedzenia, że się pochlało. Jako naród nie mogliśmy nie skorzystać 🙂

No to jeszcze może wspomnę o wczorajszej informacji o tym, że Sąd skazał Jerzego Urbana, bo „obraził uczucia religijne” wydrukowaniem karykatury „tradycyjnego” wizerunku Jezusa z jego sercem: przekreślonego i ze zdziwionym wyrazem twarzy, który Sąd uznał za mało inteligentny i godzący w kult „Najświętszego Sera Pana Jezusa”, który to kult wywodzi się z czasów, gdy ludziom się zdawało, iż uczucia mieszczą się w sercu. Pomimo tego, że dziś wiemy, iż to urojenia z epoki braku wiedzy o mózgu, a „tradycyjny” wizerunek Jezusa z włosami i brodą hippisa ma się do realiów jak pięść do nosa, kult „tradycyjnie” żyje, a sąd go broni, niczym inkwizycja centralnego położenia Ziemi, nakładając na Urbana grzywnę 120 tysięcy złotych. Dla porównania, gdy Rydzyk był skazywany za wyłudzenie pieniędzy (konkretnie za ich nielegalną zbiórkę), grzywna wynosiła 3,5 tysiąca złotych. Logiczne, prawda?

„Tradycja to piękno, które chronimy, a nie więzy, które nas krępują.”
Ezra Pound.

– 😀 A miało być tak ładnie. Chciałam być milsza i opowiedzieć coś o mojej miłości do oscypka z żurawiną. Może słowo „tradycja” jest faktycznie spaskudzone, jak już wcześniej wyartykułowałam …? Może zbyt często używają go w swoich narracjach głupi ludzie? Żeby naszym Czytelnikom dać możliwość odsapnięcia czy też nawet zignorowania naszych poglądów, takie pytanie do nich: Które tradycje uznajecie za rzeczy do wywalenia natychmiast, a jakie tradycje czyli obyczaje, normy, wierzenia, poglądy są warte podtrzymania i dlaczego?

– I ja podpisuję się pod prośbą do Czytelników o przedstawienie własnego stosunku do tradycji, skojarzeń, odbioru emocjonalnego.

Reklamy