– Dawno obiecywaliśmy sobie pogadać o filmie „Kler”. Chyba czas najwyższy. Widzieliśmy go w sobotę, zdążyliśmy go obgadać, przeanalizować … Warto było?

– Tak. Wiesz, że cały czas o nim gadam i myślę. Odpowiadam nadal na komentarze u siebie, w zasadzie jestem właśnie w trakcie. Próbowałam sobie sama odpowiedzieć na pytanie, czy to był dobry film jako film. I dopiero teraz przyszło mi do głowy, że w tym kinie było … za głośno. Bo że to ważny film, to ja wiem. Ważny, bo ludzie na niego idą, jest jakiś ferment, wiele osób uważa, że w końcu powiedziano niewypowiedziane. Że poruszono tabu i że to jest dobre i potrzebne.

– Mną film wstrząsnął. Gdy tuż po seansie nasz wspólny kolega zapraszał nas do siebie, odmówiłem kierując się jednym powodem: Musiałem się oswoić z emocjami, przespać z nimi. Tak, warto było. Dominujące uczucia po projekcji, to bezsilność i złość. Zarówno wobec sprawców niegodziwości opisywanych w filmie, jak i wobec ich wspólników, którzy uruchomili całą maszynę do mataczenia. Tak księży, polityków, policjantów, prawników, jak i społeczeństwa. Pamiętasz reakcję tego mężczyzny z brodą po seansie? Według niego, nic takiego specjalnego film nie pokazał, czego by ludzie nie wiedzieli. Z jednej strony załamałem ręce, bo facet zachował się tak, jakby miał zakłócony odbiór emocji, a z drugiej trzeba mu przyznać, że rzeczywiście, społeczeństwo o wszystkim wiedziało, mniej lub więcej, ale wiedziało, tylko tchórzliwie udawało, że nic się nie dzieje.

– Kwestia tabu. I dlatego taki szum. Wszyscy wiedzą o wszystkim, ale lepiej tej kupy nie ruszać. Patrzę na to także z punktu widzenia totalnej samotności duchownego jako osoby ludzkiej. Jak wielka to musiała być samotność, żeby sobie zdać sprawę, że coś tutaj jest nie tak 20 lat po fakcie? Ta samotność jest niewyobrażalna. Bo duchowny nie może o swoim życiu porozmawiać z wiernym. Wierny jest osobą przychodzącą po określony produkt – umierający chce się dowiedzieć, że pójdzie do nieba, chory że wyzdrowieje, nieatrakcyjny że Bóg go z pewnością kocha, a biedny, że czeka go za biedę i znój nagroda. Nikt nie przychodzi do księdza, żeby porozmawiać, przychodzi po to, aby dostać zręcznie opakowany zestaw pocieszeń dla samego siebie. Więc duchowni opakowują w te sreberka i dostarczają … pamiętasz scenę, gdy łyse dziecko mówi do Lisowskiego, że boi się, że umrze, a ten mu dostarcza bez mrugnięcia okiem zestaw obowiązkowy? Lisowski od lat wie, że nikt nie chce rozmawiać … i nie rozmawia, a jedynie wygłasza. Stąd wódka, tania pocieszycielka samotnych i częsta towarzyszka duchownych. I nie piszę tego, by powiedzieć, że księża to ochlapusy. Stan faktyczny jest taki, że gdyby zamiast wiernych mieli więcej przyjaciół, byłoby im w życiu lepiej.

Oddział zamknięty – Debiut

– Pamiętaj, że Lisowski to postać, która w dzieciństwie sama była ofiarą przemocy. „Nie mówić, nie ufać, nie czuć”, to powtarzające się zasady działania u dotkniętych nią. Co do samotności: Kiedyś próbowałem się wczuć w sytuację księdza, który niby jest otoczony wianuszkiem wiernych akolitów, a tak naprawdę wie, że żaden z nich nie rozmawia z nim szczerze, że słowa są uważnie dobrane, że wazelina miesza się tam z zapewnieniami o własnej gorliwości…. Z kim on pogada o problemach w pracy? O obejrzanym filmie? Mówię tu o banalnych sprawach, a gdzie historie wymagające psychologa. Gdzie traumy z dzieciństwa, gdzie pokusy, popęd….? Gdzie żal niewykorzystanych szans, tęsknota za dziecięcymi marzeniami? Bo zastanówmy się: Kto zostaje księdzem, gdyż takie było jego marzenie? Ilu znasz ludzi, którzy tego pragnęli jeszcze w szkolnej ławie? Jest jeszcze jedno oblicze tego tabu: To społeczeństwo, które daje duchownym przyzwolenie na kradzieże, wyłudzanie pieniędzy, łapówki. Daje wreszcie przyzwolenie na gwałcenie swoich dzieci, byle nikt się o tym nie dowiedział, a nawet jak się dowie, to byle o tym nie mówić. Pewien mój znajomy z Polski, gdy sobie popije, opowiada w towarzystwie (nie tylko moim), jak to do spóły z proboszczem i konserwatorem zabytków, zawyżali wyceny na dotacje unijne na remonty okolicznych kościołów, średnio trzykrotnie (wspominał o doli dla księdza, konserwatora, skromnie nie wspomniał o swojej, ale przecież go znam). Dla odmiany, nasz kolega z Dundalk równie chętnie wspomina członka swojej familii, krezusa znanego z ustawiania przetargów na inwestycje kościelne w Diecezji Krakowskiej. Czy ktoś z tego powodu przestanie chodzić do kościoła? A może przestanie płacić? Lub choćby nie da się Kościołowi okradać. Nie, bo to naród Dulskich. Zapolska doskonale opisała to społeczeństwo i od stu lat niewiele się zmieniło!

ACID DRINKERS – POPLIN TWIST

– Wiesz co, mnie osobiście bardzo się nie podoba, że ludzie między sobą narzekają na księży, a sami mają swój udział w ich upadku. Przecież każdy zanim został księdzem był najpierw człowiekiem i ja znam takiego dobrego chłopaka, który księdzem został, bo takie miał przekonania. Czasem zastanawiam się, co tam u niego. Czy dobry człowiek, który wchodzi w skostniałą instytucję i zostaje otoczony przez grono petentów, odbiorców obietnicy zbawienia, może pozostać przy swoich ideałach? Przecież choćby to, co się dzieje na temat „anulowania” małżeństwa, czyli de facto kupczenia sakramentami, bo nie tylko tym sakramentem, to nie jest poważne. Albo w coś wierzymy, albo nie wierzymy.

– Ale o tym właśnie mówię. I film też to świetnie pokazywał. Ta scena, gdzie rodzice biją chłopaka, który im powiedział, że go zgwałcił ksiądz… Albo ci wszyscy protestujący przeciw filmowi, używający obłudnego argumentu, że film jest jednostronny. Widział kto ich protestujących przeciw jednostronnemu, wazeliniarskiemu do granic obrzydliwości filmowi biograficznemu o Janie Pawle II. Przecież za życia Wojtyły, telewizja musiała przepraszać nawet za film, w którym było niewystarczająco dużo wazeliny i ośmielono się wspomnieć o tym, że nie każdy kochał Wojtyłę, że pretensje miały kobiety z kościołów zachodniej Europy oraz teolodzy wyzwolenia z Ameryki Południowej i Środkowej. Nie mogło być żadnej wątpliwości. A film słowem nawet nie zająknął się o prawdziwych przestępstwach Kościoła: O finansach, o pedofilii- to był panegiryk, ale ponieważ zrobiony był na Zachodzie- nie dość czołobitnie jak na polskie standardy- obwołano go obraźliwym dla JPII i więcej go w TVP nie emitowano.

– Petenci zbawienia pragną nie mieć wątpliwości. Myślę, że wiarą ludzi głęboko wierzących w Boga (jakiegokolwiek) „Kler” nie zachwieje. Bo jestem pewna, że takie osoby od razu zauważą, że w tym filmie, w przeciwieństwie do nich mało kto się modli. Za to petentów ten film może obruszyć. Zdecydowanie jest to bowiem film zrywający maskę. Modlących się ludzi nie widzimy prawie wcale, są za to osoby sprawiające wrażenie modlenia się, tak jak i sprawiające wrażenie ubóstwa (chociaż to ostatnie jest tak naciągane, że naprawdę trudno się nie śmiać – tłuściutki biskup ofiara ubóstwa … ).

– No właśnie: POZORY! Zauważyłaś, że praktycznie nikt z protestujących przeciw filmowi nie zwrócił uwagi, że dwóch z trzech bohaterów spostrzegło swój błąd i go naprawili, dużo przy tym poświęcając? Problem w tym, że nikt z hierarchów oficjalnie nie pochwali księdza za to, że wziął odpowiedzialność za swoje dziecko i kobietę, z którą był w związku. Żaden obłudny katabas nie powiedział publicznie o żadnym z księży: „Zgrzeszył przeciw zasadom Kościoła, ale naprawił swój błąd występując ze stanu duchownego i zakładając rodzinę, by się nią opiekować, zwłaszcza najsłabszym ogniwem- dzieckiem.” Bo liczą się pozory doskonałości Kościoła. Inny zaś z filmowych duchownych, zaczyna demaskować pedofili i widząc marne szanse swojej akcji, posuwa się do środków ostatecznych. Znajdzie się kapłan chwalący publicznie moralną odnowę bohatera? Czy ktoś z krytykujących film w ogóle zauważył te przemiany?

Jethro Tull – Wind Up

– Nie mogli, skoro nie obejrzeli. Nie słyszałam o głosie tak krytycznym wynikającym z obejrzenia filmu. Być może za mało czytałam czy słuchałam, ale sporo się teraz prywatnie dzieje 🙂 Nie, nie wyobrażam sobie, aby ktoś z hierarchów przytaknął przemianie dwóch głównych bohaterów … nawet, jeśli sami mieliby na nią ochotę. Hierarchia polska jeszcze na takie rzeczy nie jest gotowa. My mamy raczej odstępców w stronę tradycjonalizmu, ale odstępstwa w stronę humanizmu jeszcze się nie toleruje. Co takiego Boniecki powiedział, kogo obraził, że został upomniany? Doprawdy. A tymczasem tradycjonaliści jadą po wszystkich: „pedalstwo”, „głupie, kuszące baby”, „narzucające się księżom dzieci”, nawet sam JPII „za miękki, za dobry, nieodpowiedni”. I to hierarchia toleruje. Myślę, że jest w tym wszystkim jakiś garb, przechylenie się na jedną stronę. I chyba tylko niektórzy widzą, że brak symetrii to Titanic, który nabiera wody.

– Po obejrzeniu filmu mam kilka pytań do Polaków. Czy zdajecie sobie sprawę, jak wiele osób w sposób zorganizowany musiało uczestniczyć w wyciszaniu afer pedofilskich? Od szeregowych księży, przez biskupów (z biskupem Rzymu włącznie), policjantów, prokuratorów, sądy, nie mówiąc o świadkach. Mówimy tu o zorganizowanej grupie przestępczej. Podobnie sprawa się ma z ustawianymi przetargami. Przecież już po premierze filmu „Kler” dowiedzieliśmy się n.p., że jeden z krakowskich zakonów po otrzymaniu tzw. „zwrotu mienia”, przekabacił radnych, by zmienili plan zabudowania przestrzennego, pozbawiając Kraków korytarza wentylacyjnego, a wszystko po to, by cena gruntu (przez przypadek znajdującego się w ich ręku) poszła w górę. Mówimy tu o SPEKULACJI POLSKĄ ZIEMIĄ, WYKORZYSTYWANIU POZYCJI DLA ODNIESIENIA KORZYŚCI MATERIALNYCH wcześniej mówiłem o GWAŁCENIU POLSKICH DZIECI. Nie robią tego muzułmanie, więc to nie film o muzułmanach. Robią to duchowni katoliccy narodowości polskiej, więc o nich jest ten film. Czy jako Polacy zamierzamy coś tu zmienić? Czy dalej będziemy udawać, że niczego nie widzimy?! I jeszcze pytanie dotyczące wychowania dzieci. Jak długo Polacy będą pozwalać na to, by przygotowaniem dzieci do samodzielnego życia (mam tu na myśli sierocińce) zajmowali się ludzie bez przygotowania pedagogicznego, pozbawieni umiejętności samodzielnego życia, niepodlegający ludzkiej odpowiedzialności, czyli duchowni- bez wykształcenia, bez kontroli z zewnątrz. Bo zrozumcie: Człowiek gdy ukradnie lub zgwałci, idzie do więzienia, gdy przepije pieniądze, to nie ma co jeść, gdy nie zapłaci za prąd, odcinają mu jego dopływ do mieszkania. Nie chodzi mi o karę, tylko o znajomość konsekwencji i ziemską odpowiedzialność. Tego w stanie duchownym nie ma. Jak taki człowiek może zatem nauczyć odpowiedzialności dzieci, skoro według niego niejaki Bogu im wszystko załatwi, wystarczy mu zaufać.

– Myślę Wolandzie, że pytasz Obłudę, Tumiwisizm, Niewychylaniosięnizm, Konformizm. I są to pytania, które odbijają się jak echo od ścian od dawna. Powiem tak: Dość prowokacyjnie zatytułowano ten film jak zatytułowano, aby tzw. obywatel-petent mógł uderzyć w dramatyczne tony, jak to przewodników jego duchowych, a co za tym idzie Boga samego, Smarzowski atakuje. Tymczasem żadnego ataku na wiarę tu nie ma. Bo wiary w tym filmie niewiele, Boga nie ma natomiast w ogóle. Jest to film o Polakach. Duchowni są produktem społeczeństwa w jakim przyszło im wzrastać. Są na tyle krzywi i nieprawi, na ile krzywe i nieprawe jest społeczeństwo. Dlaczego niektórzy duchowni uprawiają swój proceder nieprawy całymi latami? Bo mogą. Ponieważ mało istotne jest to, że nie reaguje hierarchia. Hierarchia ruszyłaby się w końcu, gdyby zareagował masowo obywatel-petent. Ale petent, jak już wspomniałam, przychodzi po ładnie opakowane w sreberko zapewnienie na temat niedostatków i dysfunkcji swoich wszelakich. I pragnie tego tak bardzo, że nawet nie wydaje mu się dziwnym, że zapewnienie dostaje szybciej, gdy więcej zapłaci. Co więcej, uważa, że jest sensowne, aby więcej zapłacić i ubiec w ten sposób mniej przepychających się swoich bliźnich. Obywatel-petent podskórnie czuje, że tam do nieba jest kolejka jak w mięsnym i on przepychając się łokciami oraz podkupując sprzedawcę słusznie dostanie więcej świeżyzny. Zabrzański ośrodek zarządzany przez siostrę Bernadettę był przypadkiem zupełnie realnym. Jak ktoś czyta literaturę faktu, to sobie o tym w książce Kopińskiej przeczyta. Ale kto czyta literaturę faktu? Ja, Ty, parę za przeproszeniem intelektualistów. I pojawia się podobny ośrodek w „Klerze”, że ciarki po człowieku idą. Tak było. Gazety pisały, książka poszła, siostra Bernadetta w więzieniu siedziała. I co? A z drugiej strony w przypadku tego ośrodka pojawia się tyle dodatkowych pytań. Co by było, gdyby był to ośrodek prowadzony przez zakonników? Czy równie łatwo doszłoby do skazania, czy też była to kwestia tego, że zakonnice w zasadzie stoją najniżej w hierarchii dziobania? Dla mnie Agnieszka F. jest oprawcą i kozłem ofiarnym jednocześnie. Przecież ktoś ją tego stylu zarządzania nauczył. Mam uwierzyć, że w warunkach skrajnie kontrolowanych, gdy z hemoroidów można się spowiadać, nikt z przełożonych nie wiedział co tam się działo? To jest naciągane myślenie. 

– No właśnie. Czy Polacy coś z tym faktem zamierzają zrobić, czy też przyjęli do wiadomości, ponarzekali i przeszli do porządku dziennego. Z tym pytaniem, zostawiam czytelników. Albo bardziej konkretnie: Żeby osłonić osobę Jana Pawła II, który przez 27 lat władzy absolutnej w Watykanie praktykował zamiatanie pod dywan zarówno afer pedofilskich, jak i finansowych, puszczono w Polskę plotkę, że to kardynał Dziwisz ukrywał przed naszym Santo Subito fakty. O tyle marny to wykręt, że rzekomo wprowadzający w błąd papieża Dziwisz nadal jest szychą, wierni ślinią go w pierścień, a politycy włażą mu w odbyt. I kim miałby być w takim razie Wojtyła? Dobrodusznym gapciem- głuptaskiem, który nie wiedział dlaczego odwołał z Bostonu do Watykanu kardynała Lawa? Ale nie tylko w przypadku Dziwisza ta niekonsekwencja razi. Abp. Michalik, który oskarżył publicznie ofiary pedofilii o to, że to one sprowadziły na złą drogę księży- pedofilów, spokojnie sobie konsumuje biskupią emeryturę, dorobił się już następców w podłości- wszystko bez kary, bez reakcji. Zakonnice dalej wychowują dzieci nie mając pojęcia ani o życiu, ani o wychowaniu (tresura, to nie wychowanie- bez tresera nawet dwunogi nie wiedzą jak żyć, gdy braknie wychowania). Co zatem drodzy Czytelnicy- Polacy, zamierzacie z tym fantem zrobić? Bo jeśli chodzi o mnie, to zapewniam Was, że nie stwarzam najmniejszych pozorów poparcia dla tej kasty. Nie chodzę do kościoła, nie przyjmuję wizyt pasterskich, dobrowolnie nie płacę na nic, co jest związane z kościołem, wypowiadam się jasno, co myślę o przyzwoleniu na przestępstwa duchownych, nawet w karcie szpitalnej mam w rubryce „RELIGION” jasno zaznaczone „NO RELIGION”. No, ale ja nie jestem wierzący. Więc pytam Was wprost: Znamy fakty, którymi inspirował się Smarzowski, znamy polskie realia, co zamierzacie z tym zrobić?

kler

– O.K., to ja będę miła teraz, dobrze? Napisałam już naprędce odczucia na temat filmu u siebie i zauważyłam, że parę osób miało interesujące spostrzeżenia. Ale w tych dwóch miejscach różni ludzie bywają, więc pytania do naszych wspólnych Czytelników: Oceniacie film jako potrzebny, ważny, czy raczej cała ta bańka medialna za wysoko postawiła poprzeczkę Waszych oczekiwań? Widzicie tam jakieś nawiązania do realiów, czy to wg Was szukanie sensacji na siłę? Obejrzeliście i co teraz? Jakie to były dla Was emocje? Mocne, czy nudy panie, nudy? A może to jest jakiś zwrot w praktykach religijnych, w życiu? Może … kogoś z Was ten film nawrócił na wiarę? Nie na religię, ale na wiarę. Przecież postać grana przez Jakubika w którymś momencie usiadła i zastanowiła się „do uja, co ja robię? dokąd zmierzam?”. Pomińmy tu jego rozwiązania radykalne, ale … czyż ten człowiek nie odnalazł głębokie sensu dla którego warto wiele poświęcić?

– Nawrócenie, czyli odtąd zero pokazówki, tylko życie zgodnie z Dekalogiem i dodanym do niego przez Jezusa Przykazaniem Miłości – najważniejszym ponoć z przykazań (nie mylić z przykazaniami kościelnymi, które zastąpiły obłudnikom Przymierze). Kto wie? Czekamy na odpowiedzi.

Reklamy