– W minioną niedzielę obywatele wybierali swoich przedstawicieli do samorządów. Zwykli ludzie wybierali zwykłych ludzi. Jak odebrałaś kampanię, kandydatów, wyborców. Zależy mi na tym, by nie operować nazwami partii politycznych. Zarówno Ty, jak i ja, śledziliśmy małe społeczności, gdzie przynależność partyjna nie miała znaczenia i chciałbym, żeby tak zostało. Przynajmniej tu, na naszym blogu.

– Po pierwsze, cieszenie się frekwencją było dla mnie niezrozumiałe. Frekwencja na poziomie 55% to nadal frekwencja żenująco niska. A trzeba wziąć pod uwagę, że poprawa w porównaniu z poprzednimi wyborami to efekt wkurwu społeczeństwa. Gdzie było to 45% pytam się? Ciężka sobota, czy jak? To niemożliwe, żeby przespać cały dzień … czy może jednak.

Marek Grechuta – Piosenka

– Zwłaszcza, że akurat z narzekań nasz Naród słynie i nie ma najmniejszych przesłanek, by sądzić, że owych 45% po prostu uważa, że ma taki niezachwiany dobrobyt, że nie muszą pilnować nawet wyboru swych przedstawicieli. Mnie z kolei rozwalił poziom dyskusji. Podam przykład, który Ci już pokazywałem: Jeden z kandydatów proponuje tańszą i bezobsługową renowację totalnie zrujnowanego zabytku niezbyt wysokiej kategorii. Zaznacza, że wie, iż są pieniądze nawet na pełną jego renowację (85% dotacji), ale zupełnie nie wie skąd wziąć później fundusze na jego funkcjonowanie, bo oprócz tego, że będzie ładniejszy niż ruina, nie będzie dla miasta zysków. Inny kandydat z oburzeniem pyta się, czy wobec tego mają stracić tę dotację. Kompletnie nie słucha, bądź nie rozumie, co mu kontrkandydat powiedział, nie wnosi do dyskusji pomysłów na utrzymanie obiektu, po prostu jest niczym dzieciak, któremu się spodobał tani, bo używany, ale luksusowy samochód i nie chce wziąć pod uwagę kosztów eksploatacji, na które go nie stać. I o dziwo, ludzie wybierają tego, który nie rozumie znaczenia kosztów utrzymania. Co najfajniejsze- tu nie ma żadnego pojedynku międzypartyjnego, bo tam partie nie mają takiego wpływu. Po prostu, jeden kandydat jest bardziej lubiany, inny mniej- i tyle! A wybory są raz na pięć lat. Pytanie: Chodzimy do lekarza, którego lubimy, czy do tego, który leczy nas skutecznie?

– Podobne dyskusje obserwuję w okręgu w którym zazwyczaj głosowałam. Dwie strony okładają się nawzajem lub też raczej jedna strona okłada, a druga wybrała pozycję defensywną w postaci ignorowania pewnej części potencjalnych wyborców. Nie jest to znowu podział wg wiadomo-jakich-partii, o nie. To zwykłe polskie piekiełko. Cały czas uważam, że brak nam elementarnego zrozumienia czym jest obywatelstwo. Wolimy się od święta (jako naród) posługiwać słowami grubymi, jak patriotyzm. Który znaczy tyle co „rodzina na pierwszym miejscu” wypowiedziane przez żula.

nokaut

– Dodajmy jeszcze, na jakiej zasadzie ludzie decydują się, by kandydować. „Kilka stówek piechotą nie chodzi”, to najczęstsza motywacja na tym poziomie. Nie jakieś zainteresowanie polityką, tym bardziej nie jest to znajomość problemów gospodarczych, czy prawnych, związanych n.p. z przetargami, o nie! Chodzi o to, że kilkaset złotych ekstra w domowym budżecie zawsze się przyda. W tym roku prześledziłem listy z mojego miasta i znalazłem na nich między innymi brata mojego dobrego kolegi. Brat ów nie dość, że kojarzy mi się z uzależnieniem od alkoholu, to jeszcze nigdy zbyt lotny nie był. Miał też na pieńku z prawem, sam osobiście pożyczałem kumplowi kasę, by mógł za niego wpłacić grzywnę, jaką mu sąd wymierzył w procesie karnym (wyrok już się zatarł). Facet nie uznaje jednak tych faktów za przeszkodę w kandydowaniu.

– Skąd ja to znam 😀 Motyw sprzed lat kilku „Dlaczego chce pani kandydować na radną?” „Jestem bezrobotna i mam dużo czasu”. Kurtyna. A wspomniałam Ci, że kandydował też syn mojej kuzynki, który właśnie skończył szkołę? To już wiesz.

– I teraz wisienka na torcie, bo to, że jakiś imbecyl zdecydował się kandydować, to jego problem, ale okazuje się, że (cały czas mówię o małych miejscowościach, gdzie wszyscy się znają) jeżeli ludzie go lubią, po prostu lubią, to na niego głosują. Ja z kolei pamiętam sprzed 5 lat wyborcę, który szedł głosować na brata. Pytam się: „No dobrze, na brata i na kogo jeszcze”? A on mi na to: „Na nikogo, to sami debile”! Innymi słowy: Z wszystkich list znam i lubię jednocześnie jednego gościa, więc tylko na niego zagłosuję.

New Model Army – Brave New World 2

– Co tu można dodać? 🙂 Mogłabym powiedzieć, że Polacy są po prostu głupim narodem, ale w to nie wierzę. Myślę, że głupota jest rozpowszechniona sprawiedliwie po wszystkich krajach. Z czym by to połączyć? Z siermiężną przeszłością? Z faktem, że niewielu z nas czyta? Z poczucia bezsilności wśród jednostek? Z analfabetyzmem samorządności? No ale przecież do jasnej, pytają się nas o zdanie, wystarczy tylko ruszyć 4 litery i oddać swój głos. Już nawet nie nawiązuję do tego, że wybory mogą być durne, chodzi mi raczej w tej chwili o sam fakt uczestnictwa…. A jako kobietę szczególnie mnie irytuje, gdy inne kobiety z dumą ogłaszają w mediach społecznościowych, że ich polityka nie interesuje (to jest kolejne mentalna wymiocina po „bynajmniej nie jestem feministką” i „nie jestem rasistką, ALE…”). To o czym porozmawiamy? Te paznokcie to hybrydy czy żel?

– Czyli mówimy o niedojrzałości społeczeństwa. Nie o inteligencji, nie o wiedzy, a o braku chęci wzięcia odpowiedzialności za własne decyzje. Gdybyśmy mieli spekulować „DLACZEGO jest tak, a nie inaczej”, to wymieniłbym takie powody: homo sovieticus, uzależnienia, brak doświadczenia w rynkowym społeczeństwie. W Irlandii prawie każdy obywatel był choć raz w życiu szefem firmy, choćby jednoosobowej, więc rozumie intuicyjnie zasady sprawnego funkcjonowania samorządu. W Polsce nadal nie zwraca się uwagi na zasady, szuka się co najwyżej winnych, modli do coraz to nowych mesjaszy i niewiele wymaga od siebie.

– Nie znam na tyle podejścia Irlandczyków do polityki, żeby porównywać. A tak a propos, jutro wybory i przy okazji referendum dotyczące bluźnierstwa. I widziałam jakieś reakcje, że to niepotrzebne zamieszanie, bo nikogo to nie interesuje (tak uważały te osoby, które się wypowiadały). Zresztą byłam ciekawa tego głosowania, a tutaj za bardzo nie ma żadnych stron konfliktu – Kościół też zgadza się, że zapis z konstytucji należy wywalić …Irlandczycy są bardziej świadomi znaczenia swojego głosu?

– Nie wiem, tutaj z kolei ja mam braki. Wiem tylko, że po załamaniu rynku spowodowanego nadmiernym udzielaniem kredytów przez banki, czyli nadmiernym zadłużaniem, Irlandczycy domagali się rozliczenia winnych. Uznali, że wybrali kogoś, kto im wmawiał, że będzie dobrze, a doprowadził do kryzysu. Irlandczycy przyjęli także ze zrozumieniem konieczność programu naprawczego- w tym oszczędności i obcięcia przywilejów socjalnych. Czyli: Jeśli działanie przynosi negatywne skutki, należy je zatrzymać, a nie krzyczeć, że działanie jest dobre, tylko świat go nie rozumie.

– Wyobrażasz sobie co będzie w Polsce, gdy trzeba będzie zatrzymać to gierkowskie rozdawnictwo? Ech …

Siekiera – Już blisko

– Ja sobie wyobrażam, nawet kilka wariantów, ale nie lubię spekulacji, przynajmniej aż takich. Przecież to wyjdzie w praniu. Wystarczy, że skończy się koniunktura, spadnie sprzedaż, zmniejszy się liczba zatrudnionych, spadną wpływy z podatków i będzie całkiem inna sytuacja, na którą warto by było być gotowym. Wracając do wyborczych rozczarowań…. Pamiętasz, jak pokazałem Ci oficjalne zdjęcie pewnego komitetu wyborczego, który wyglądał tak, jakby to byli kandydaci do samorządu pacjentów oddziału uzależnień, a nie potencjalni reprezentanci obywateli? Cały komitet (z jednym wyjątkiem) miał kłopot ze zrozumieniem, że dbałość o wygląd też o czymś świadczy. Nie mówię o nieumiejętnym ubraniu, bo to się zdarza, ale oni nie potrafili się ubrać ani estetycznie, ani oficjalnie, ani chociażby schludnie. A przecież znaczenie tego słowa rozumieją, bo potrafią to zrobić idąc do kościoła lub na wesele. Nie muszą być mistrzami smaku, ale co to jest schludność, wiedzą, a tego nie stosują. Wiem, że wracam do początku dyskusji, ale korciło mnie, by o tym napisać, bo świadczy to o braku świadomości zarówno kandydatów, jak i wyborców na nich głosujących. A przecież mieliśmy przypadek jakiegoś kandydata, który wybory śledził z aresztu, bo był oskarżony o kierowanie grupą przestępczą wyłudzającą dotacje unijne, a co najlepsze, ten kandydat był murowanym faworytem, bo ludzi nie obchodziło, że ukradł, tylko byli dumni, że ich gmina dostała część jego łupów. Dobry uczynek- Kali ukraść krowę! Nie jestem przekonany, czy Sienkiewicz pisząc „W pustyni i w puszczy” znał jakiegoś Kalego, ale z całą pewnością znał naszych Dulskich.

– Chodzi o to, że nie okradł ich, tylko kogoś innego, czyli dobrze … mieszane mam uczucia związane z tymi wyborami. Nie jest bardzo źle … ale jest tak daleko od dobrego. Mówię o samym stanie demokracji. Zawsze wyobrażałam sobie, że w przypadku procesów zachodzących w społeczeństwie trzeba spokojnie poczekać, bo zmiany tego czasu właśnie wymagają, ale… zmiany już powoli zachodziły i zawrócono je kijem.

– I chyba ciągle mamy olbrzymi problem z czymś, co określamy jako „społeczeństwo obywatelskie”. A jak Wy, drodzy Czytelnicy, odbieracie tegoroczne wybory. Nie chodzi mi o samą politykę- prowadzę blog polityczny, więc to akurat wiem. Bardziej mnie interesują społeczne smaczki z Waszych okręgów wyborczych.

– Tak, my w tym roku głosować nie mogliśmy z powodów oczywistych. Jak było z Wami? Głosowanie sprawiło Wam satysfakcję, czy był to wybór pomiędzy mniej i bardziej rozgotowaną owsianką bez cukru?