– Możemy dzisiaj porozmawiać o szkole?

– Jasne! Co prawda wszyscy rozmawiają, ale my byliśmy pierwsi…, rozmawialiśmy o szkole zanim to stało się modne!

– 😀 😀 😀 no tak. Teraz wszyscy komentują, czy są za strajkującymi, czy przeciw. Ja jestem przede wszystkim zdumiona, że dało się cokolwiek zorganizować. Nie wierzyłam w to rok temu.

Rok temu rzeczywiście każdego ze środowiska, kogo bym nie spytał, irytowała ta niemoc organizacyjna, a jednocześnie sami niespecjalnie się kwapili do działania. Zauważ jednak, że to nie tyle nauczyciele się zorganizowali, co rząd ich przyparł do muru, poniżając jednocześnie za pomocą swych dyżurnych sejmowych hejterów  (Plugawy Krystyn, Suski, Szczerski…) jak również swych trolli (tak płatnych, jak i ideowych). Nauczyciele nie mogli się wycofać, bo bali się po takiej demonstracji agresji i pogardy wobec nich, że jeżeli tylko rozewrą swe szeregi, staną się ofiarami odwetu.

– Moja przemowa będzie teraz dłuższa 🙂 Wiesz, że jestem krytyczna wobec środowiska nauczycielskiego. Jestem krytyczna, bo je znam od podszewki – wiem jak się nauczyciele boją czegokolwiek podpisywać, jak unikają odpowiedzialności i pławią się w konformizmie. Z drugiej strony wiem, jak szkoła przycina indywidualności. Ale wiem też, że to pławienie się i przycinanie ma złożone podstawy. Z grubsza, po pierwsze „nauczyciel” to zawód sfeminizowany. Kobiety mają być miękkie, podobać się i koniecznie się „spełniać”. Musimy się przymilać, mamy być konformistkami z natury. Odkąd zawód nauczyciela się zakobiecił, bierność postaw została w niego niejako wpisana, a wielu nauczanie myli się z matkowaniem. Nie zmienia to fakt, że znam wiele wspaniałych nauczycielek i nauczycieli, kreatywnych, pięknych ludzi. Po drugie, jesteśmy narodem frustratów, ludzi, którzy nie radzą sobie w domu, więc próbują mieć wpływ na rzeczy poboczne, sprawy bez znaczenia. Masz w domu męża-pijaka i nic z tym nie robisz, to głośno gardłujesz, że drzewa w parku trzeba przyciąć, bo gałęzie spadają … 🙂, to się „wymundrzasz” nad cudzymi dziećmi, dzielisz i rządzisz tak gdzie możesz zebrać parę punktów do swojego słoiczka. Poza wieloma czynnikami, te dwa są dla mnie najbardziej irytujące, bo przecież można je zmienić. To z ich powodu polska szkoła ma się tak jak się ma – frustracje wyładowujemy gdzie indziej niż trzeba, zamiast załatwić raz a dobrze to, co aktualnie tego wymaga, a przy tym próbujemy nie wchodzić w konflikty z władzami. Dlatego w ten strajk nie wierzyłam. Poza tym jest on za późno … kryzys w szkolnictwie trwa od kilkunastu przynajmniej lat, nie jest to kryzys wykreowany przez ten rząd. Natomiast z pewnością ten rząd przegiął pałę w robieniu kupy na głowę nauczycielom. Coś im zaczęło w końcu śmierdzieć. Oczywiście nadal są osoby, które dysonans poznawczy rozwiązują w taki sposób, że wprawdzie coś śmierdzi, ale oni pozostaną na posterunku, biedni, ale z honorem i misją, bo strajkujący przecie honoru nie mają (dziad często uderza w wysokie tony)… Więc jeśli chodzi o strajk, powiem tak: Był najwyższy czas!

Leonard Cohen – Teachers

Trochę tego klimatu liznąłem – i o dziwo, w polskiej, sobotniej szkole w Irlandii, czyli miejscu, gdzie praca w szkole naprawdę była tylko skromnym dodatkiem do podstawowego, zupełnie innego źródła dochodu. Też ciężko tam było o jednomyślność wobec jawnego przeginania pały przez dyrektorkę. Choć tam nauczyciele i wolontariusze po prostu rzucili szkołę i zostawili dyrektorce do wypicia piwo, które sobie sama nawarzyła. Chciałem jednak zwrócić uwagę na coś innego. Od roku 2010, czyli od czasu, gdy zacząłem blogowanie, zwracam uwagę na żulersko- kibolską naturę partii PiS i jej zwolenników. Knajpiany język w sferze publicznej, przekonanie że do wszystkiego można ludzi zmusić siłowo, ekonomicznie, inną presją. I próbują stosować taką metodę nawet tam, gdzie mają przeciwników, na których są zwyczajnie zbyt krótcy. To ma miejsce w konfliktach z politykami bardziej cywilizowanych krajów niż Polska, albo też w konfliktach z inteligencją. Zupełnie nie rozumieją, że podczas trudnych negocjacji hejt nie pomaga, gdyż z żulem nikt nie będzie dyskutował. Zobacz co się stało po fiasku pierwszych rozmów strajkujących nauczycieli z Beatą Szydło, przed rozmowami ostatniej szansy: w sejmie posłowie PiS zaczęli ze zdwojoną energią obrażać nauczycieli- publicznie, za aprobatą teoretycznego Marszałka Sejmu, bo była i aprobata małego żoliborskiego. Nie dyskutuje się z pyskującym gówniarzem- i kto jak kto, ale nauczyciele dobrze o tym wiedzą.

– Może nie wszyscy, nie wszyscy Wolandzie … mówię to jako praktyk 🙂 A propos „zbyt krótcy”, nagle przypomniało mi się, że Wielki Wódz nie mógł podejść do matury z powodu lufy z polskiego i angielskiego. Ale to dygresja … Wydaje mi się, że coś bardzo złego musiało się wydarzyć w ciągu ostatniego roku … bo normalnie panie „marzyłam całe życie o zawodzie nauczycielki” na robienie im kupy na głowę przez polityków tak od razu radykalnie nie zareagują. Jak powiedziałam, ta kupa była tam od jakiegoś czasu … to stara kupa jest … niuch niuch …

– Owszem, coś się wydarzyło. Po pierwsze, dopadły ich skutki deformy oświaty przeprowadzonej z upoważnienia partyjnego przez niejaką Zalewską. Po drugie, gdy oni, nauczyciele zbierali w dupę za swoją potulną pracę, PiS na prawo i lewo rozdawał wypracowane przez nich pieniądze: ZRÓB SE DZIECKO, KUP DWIE KROWY, TRZY ŚWINIE , DAMY CI KASĘ, KTÓRĄ NAUCZYCIELE NA CIEBIE ZAROBIĄ. Byłbym zapomniał, że trzeba jeszcze dopłacić do górnictwa i energetyki, więc nie rzucaj się nauczycielu, tylko zarób i przygotuj nam kadry.

– Z mojej perspektywy: wiele lat temu to była kwestia chronicznego niedofinansowania, potem papierologii rosnącej w tempie zastraszającym połączona z problemem rodziców, którzy nie mają najmniejszej ochoty wychowywać swoich dzieci i traktują szkołę jak przechowalnię. Potem przyszła reforma pani Z. i nauczyciele zachowali się na zasadach wyuczonej bezradności. Pewnie dopiero kilka miesięcy temu dotarło do nich, że to się wydarzyło naprawdę, że etaty znikają i nie będzie z czego żyć. To jest o tyle ciekawe, że o znikaniu etatów wiedzieliśmy od przynajmniej dwóch i pół roku … pamiętam symulacje zatrudnienia na kolejne lata. Widocznie jednak Ci najbardziej dziś poszkodowani woleli wierzyć paskom tv publicznej. Może by i znieśli zrzucanie się na krowy i dzieci, gdyby mieli przynajmniej etat. Jestem ciekawa jak to się wszystko zakończy … i trochę żałuję, że mnie tam nie ma, że nie mogę strajkować razem z nimi …

Marek Grechuta & Anawa – Korowód

Nie byłbym sobą, gdybym przy tej okazji przemilczał kwestię łamistrajków, partyjnych wtyczek Kaczyńskiego w Solidarności oraz tradycyjnych zdrajców, czyli niewolników w habitach i sutannach. Dzisiejsza Solidarność pełni dokładnie taką rolę, jak propartyjna Centralna Rada Związków Zawodowych, a olbrzymia część kleru i popierających PiS katolików świeckich wchodzi w rolę propeerelowskiego stowarzyszenia „PAX”, innymi słowy, są to siły robiące DYWERSJĘ protestującym (Kościołowi zresztą też).

– Łamistrajki … jak to wszystko zależy od miejsca siedzenia. Osoby związane z Solidarnością krytykują łamistrajków z czasów komuny, ale hołubią aktualnych. A ja właśnie czytam, że na mszy w Złotoryi pan w koloratce nazywa strajkujących „swołoczą”. W internecie zaś Knabit rozrzewnia się, że on pracował za darmo … widzę w tym wartość dodaną tego, co teraz się dzieje. Może do niektórych osób dotrze jak wygląda ich pozycja w tym świecie, kto im sprzyja, kto na nich pluje …

Tom Waits – In the neighbourhood

Duchowni katoliccy w Polsce są niewolnikami. Nie mogą decydować o swoim życiu (robią to za nich ich przełożeni), więc jeżeli im rozkażą, to będą pracować za darmo, choć łapska po „cołaskę” będą wyciągać niezależnie od tego, czy dostaną wypłatę, czy nie – w zamian dostają żarcie, dach nad głową i opiekę medyczną oraz rodzaj nieformalnego immunitetu pod postacią protekcji wpływowych przełożonych- takie jest to „darmo”. Ksiądz, który nazwał nauczycieli swołoczą, którą trzeba przepędzić (od tej wypowiedzi odcięli się Franciszkanie, do których należy duchowny) oprócz obelg i podburzania do czynów zabronionych, dopuścił się (na co mało kto już zwraca uwagę z powodu liczności takich przypadków) typowego dla prawiących kazania z ambony łgarstwa. Wysmalił historyjkę, jakoby zapytał nauczycielkę, dlaczego nie było jej na mszy, a ona mu rzekomo odpowiedziała, że nie ma w co się ubrać. On miał spytać, a ile ma butów, ona na to miała odpowiedzieć, że 50, a na pytanie o ilość sukienek, miała odpowiedzieć „po 15 w każdym kolorze”. UWAGA, UWAGA, ZWŁASZCZA KATOLICY. Uściśliłem wypowiedź księdza ze Złotoryi, żeby Wam pokazać, że księża mają Was za takich idiotów, że bez żenady wymyślają Wam takie śmierdzące na odległość bzdury, które się kupy nie trzymają na tyle, że mało kto bierze serio (wyobrażacie sobie kogoś, kto narzeka w jednym zdaniu, że nie ma się w co ubrać, by w drugim powiedzieć, że ma 50 par butów). W internecie nazywamy coś takiego FAKE NEWS! Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu!!!

– Ruszyło Cię 🙂 Chyba wchodzimy na temat do osobnej dyskusji. Czasem mam wrażenie, że na studiach teologicznych jest po prostu taki przedmiot: zmyślanie przypowieści. Ale to przede wszystkim kwestia ich sumienia i wytrzymałości słuchaczy. Ludzie lubią takie pierdoły, lubią myśleć, że Einstein coś powiedział, co oni też myślą i że są w stanie to zrozumieć. Nie obchodzi ich, że cytat jest fejkiem. Ale … wracając do tematu … chyba sporo z tego, co dzisiaj na temat szkoły myślałam, zasygnalizowałam w naszej rozmowie. Nie poruszyliśmy kwestii żądań nauczycieli, bo to temat na wykład, więc podrzucę link do pewnego artykułu z Gazety Prawnej o propozycjach MEN i dlaczego nauczyciele je odrzucili. W samych żądaniach nie chodzi o PiS, ale ponieważ wielu przedstawicieli tej partii nie myśli logicznie, lubi mszalne fejki, hasełka, ma przekonania oparte na frustracji i niskim poczuciu wartości, partia z nich złożona zrobiła wszystko, żeby sprawę zaognić. Z mojej strony to na razie wszystko.

– Ja w zasadzie też powiedziałem o wszystkim, ale na do widzenia mam jeszcze to: Praca nauczyciela. W czasach, gdy co drugi rodzic uważa, że nie da się inaczej wychować swej pociechy, jak tylko spuszczając mu wpierdol, gdy jest nieposłuszne, prowadzący lekcje co godzinę mają nową trzydziestkę uczniów w wieku dorastania, walczących o pozycję w grupie- i jakoś potrafią ich utrzymać w ryzach bez przemocy, a przynajmniej tego się od nich wymaga pod rygorem odpowiedzialności służbowej i karnej. W czasach, gdy mało który rodzic poświęca regularnie czas na pomoc dziecku w nauce, ba, mało który rodzic pilnuje, by dziecko odrobiło zadania domowe, na nauczycieli próbuje przerzucić się odpowiedzialność za to, że dzieci się nie uczą. Oczywiście nauczyciel poza godzinami lekcyjnymi musi zajęcia przygotować, musi zrobić całą biurokrację dotyczącą uczniów i zajęć, musi sprawdzić wszelkie większe i mniejsze klasówki, musi uczęszczać w licznych kursach na które pośle go dyrekcja (także tych niewiele mu oferujących), musi być infolinią dla rodziców, musi dbać o swoją klasę, robić na przerwach za ochroniarza, robić za marketingowca promującego szkołę, za kwestującego na rzecz szkoły, za organizatora wycieczek, programów artystycznych, jak również za sprzątaczkę, tragarza i cholera wie kogo jeszcze. Pytanie brzmi: DZIWICIE SIĘ, ŻE COŚ W NAUCZYCIELACH PĘKŁO?!

20190415_091826

Reklamy