– Dawno nie rozmawialiśmy na blogu, a chyba już czas poruszyć temat, który w naszych codziennych rozmówkach powraca jak bumerang. Zwłaszcza, że w Polsce ledwie minęła Wielkanoc, a już pojawiła się Majówka, a co za tym idzie, tłumy Polaków prawdziwie zjednoczonych- nie modlitwą, nie czekaniem na Godota, a wspólnym wystawaniem w niekończących się kolejkach na stacjach benzynowych, bynajmniej nie w celu zakupu diesla, czy bezołowiowej, jeśli wiesz, co mam na myśli.

Trochę się powiedziało nam o tym przy okazji innych tematów, ale sauté jeszcze nigdy. Alkohol masz na myśli? Bo to jednoczy … inaczej niż alkoholizm od którego większość się dystansuje, albowiem „Tak źle to jeszcze ze mną nie jest”.

Sztywny Pal Azji – Spotkanie z …

– Właśnie to chciałem dodać. W tym kraju żyje 38 milionów obywateli, z których (według bardzo ostrożnych szacunków), milion jest uzależnionych, kolejnych 3 miliony pijących szkodliwie (w większości również uzależnionych, ale ze względu na brak oficjalnych informacji- popartych diagnozą na podstawie wywiadu z nimi lub ich otoczeniem, czekających w tej grupie na urzędowe potwierdzenie choroby alkoholowej) oraz 8-10 milionów bliskich (połowę stanowią dzieci) dotkniętych zachowaniem alkoholika z rodziny, a nadal społeczeństwo nie wie jak się w takiej sytuacji zachować. Co czujesz, gdy widzisz pijącego uzależnionego?

Bezsilność. Poza tym łatwiej jest mi diagnozować na odległość. Gdy czytam czyjegoś bloga łatwiej dostrzegam, że autor jest alkoholikiem, niż gdybym go spotkała w realu (być może dlatego, że taka osoba nieświadomie ujawnia więcej typowych zachowań, i mechanizmy obronne też są bardziej widoczne). Wiesz, że oglądam czasem uniwersum Szkolnej 17 – Mexicano jest z pewnością uzależniony, od kilku dni rzekomo coś ogarnia – czuję w związku z tym nadzieję, niepokój i bezsilność. Ale w życiu jest inaczej … myślę, że udział alkoholu w życiu człowieka widzimy trochę tak jak w dokumencie „Taka historia” Łozińskiego … Zauważamy głównie długofalowe efekty destrukcyjne, alkohol widać mniej, jeśli nie spotykamy kogoś regularnie. Oczywiście z rodziną jest inaczej, ale tutaj działają nasze własne mechanizmy obronne … i tu wracamy do motywu grilla, lub też gryla (to ostatnie słowo lepiej oddaje moc patologii). Przecież on/a nie pije, tylko robi gryla …

Brygada Kryzys – To co czuję, to co wiesz

– Też chciałem nawiązać do tego dokumentu, bardzo mną wstrząsnął, choć wprost nie pokazywał ani picia, ani stanu upojenia. Mało tego, jestem przekonany, że jeden z dwóch głównych bohaterów- pan Wiesio, dałby sobie rękę uciąć, że zaprezentował się w nim elegancko i widzowie odbiorą jego postać jako szarmanckiego Warszawiaka, schorowanego, lecz bynajmniej nie alkoholika. Tymczasem wystarczy chłodne oko obserwatora, zebranie symptomów do kupy i nie ma wątpliwości, co do diagnozy. Ludzie pijący nie zdają sobie sprawy z tego, jak bardzo widać po nich, że piją. Świadczą o tym wygląd, zachowanie, skutki zdrowotne, charakterystyczny sposób mówienia (omijanie konkretów, zwłaszcza tych dotyczących TU i TERAZ oraz wszelkich sugestii, że obecna sytuacja jest taka a nie inna z powodu uzależnienia).

To prawda … podróżując spotykamy wiele takich osób, po których po prostu WIDAĆ. Kiedyś  napisałam na swoim blogu o pani mającej rozkminkę na temat konieczności nadawania osobno bagażu, gdy ma się w nim flaszki … jakże po niej było widać, że jest z rodziny, gdzie gryl jest najwyższą formą kultury. Ona mogła być nawet w moim wieku, nie uświadamiała sobie jak bardzo używki odbijają się piętnem na jej twarzy.

– Za każdym razem, gdy spotykam takie osoby, czuję głęboką empatię, łatwo wizualizuję sobie straty spowodowane piciem, kim taka osoba mogłaby być, jak wyglądać, jak żyć, a z drugiej strony czuję bezsilność- ale nie bezradność. Stąd takie, a nie inne zachowanie podczas rozmów z osobami, które podejrzewam o alkoholizm- nigdy nie udaję, że nadużywanie alkoholu jest zabawą, że nie stanowi problemu. Zdarzyło Ci się usłyszeć skierowane do siebie słowa „TY ZE MNIE PRÓBUJESZ ZROBIĆ ALKOHOLIKA”? Bo mnie dobrych kilkadziesiąt razy…..

Ja to nawet przeczytałam … to tak w nawiązaniu do blogowych znajomości. Są różne rodzaje samotności. Myślę, że wiele osób uzależnionych nie ma bliskiej osoby, której może się zwierzyć, opowiedzieć o swoich emocjach. To taka samotność najbardziej oczywista. Ale drugim rodzajem są fałszywi przyjaciele – ci, którzy utwierdzają w mechanizmach iluzji i zaprzeczeń. Wielu alkoholików ma wokół siebie ludzi, którzy nie przeszkadzają im w dalszym piciu. A Ty czy ja na takich „przyjaciół” się nie nadajemy. Bo pytamy „a może masz problem?” …

Drogheda Gallery

– Bo to nie my robimy z kogoś alkoholika, którym się staje ZAWSZE I WYŁĄCZNIE poprzez regularne nadużywanie alkoholu- nasze słowa nie mają z tym nic wspólnego. Ale wiesz, co sprawia, że my nie nadajemy się w głowach uzależnionych na przyjaciół i dlaczego wolą kogoś innego…?

– Bo nie pijemy lub też pokazujemy, że uzależnienie nie jest normą dla całego świata. Osoba uzależniona przede wszyskim stara się wyjaśnić, że taka jest norma i jej życie jest typowe (co nie zmienia faktu, że jednocześnie cierpi wyjątkowo i za milijony). Będąc nauczycielką widziałam dzieci dobierające przyjaciół wg norm obowiązujących we własnych rodzinach, np. „mam tatę pijaka”. Odnajdywały się w tym korcu maku jakim jest szkoła podstawowa bez pudła. Zawsze mnie niepokoiło, gdy dziecko z domu alkoholowego nagle zaczynało przebywać na przerwach z dzieckiem powszechnie uznawanym za z tzw. „dobrego domu”. Bo nie miałam złudzeń, że to drugie usiłuje wnieść nadzieję i spokój w życie pierwszego. Szukały wspólnego mianownika i była nim jakaś domowa patologia – przemoc, uzależnienia, samouszkodzenia. Ta zasada obowiązuje nie tylko w szkole 🙂.

Napiszę to samo inaczej: Zaburzamy komfort picia. Okazuje się, że nie musi być tak, że jest beznadziejnie, że tuż obok pijących są ludzie, którzy mają plany i je realizują, mogą porozmawiać o tym, co zrobiły wczoraj, dziś, a co planują na jutro. Praca, hobby, film, teatr, książka, blog, wycieczka, wyjazd do Polski, zakupy do domu, co chwilę coś ciekawego. Jak do tego ma się „siedzieliśmy, piliśmy”…, „siedzimy, pijemy”…, „siedzielibyśmy, pilibyśmy”…??? Osoba czynnie uzależniona szuka więc kogoś, kto w tych dwóch słowach szuka draki, zabawy, czegoś ekscytującego, ALE…. okazuje się, że mimo odnalezienia ludzi podobnych jest dalej samotna. Porozmawiajmy o SAMOTNOŚCI.

Staje mi przed oczami pan Wiesiu z „Takiej historii” … niby „niesamotny” – wdowa po koledze, też pijącym, nawiedzała go do końca. A jednak … myślę, że to był związek dwojga samotnych ludzi. Weźmy takich panów/panie mieszkających z matkami lub innymi „pomagaczami” … niby ktoś jest w domu, a jednak nie da się temu komuś opowiedzieć niczego, co by uleczyło tę pustkę w środku.

Rezerwat – zaopiekuj się mną

– Jak w piosence. „Zaopiekuj się mną”, domaga się alkoholik fałszywej pomocy. Ale nawet ANIOŁ mu nie pomoże, dopóki sam o pomoc nie poprosi. A pomoc polega na pokazaniu, jak ma się SAM SOBĄ ZAOPIEKOWAĆ, bo dorosły jest i jeśli chce być wolny, to nie niańka, a szczera i konsekwentna partnerka mu jest potrzebna.

– To dotyczy także życia blogowego – wcześniej czy później komentatorzy grupują się wg stanu umysłowego i potrzeb wspierania własnych mechanizmów obronnych. Tylko ten, kto zna te klimaty, wytrzyma na dłuższą metę opowieści w które zawsze jest wmieszane picie. Bo ma w tym swój cel personalny – podtrzymanie przekonania, że to jest norma, bo ją/jego tak wychowywano. 

Paśko i co to – Wojna

– Czyli samotni wśród ludzi. Dobrali się według jednego, jedynego klucza: tolerancji dla swoich deficytów. O co najłatwiej wśród czynnych uzależnionych oraz w związkach typu uzależniony- współuzależniona (partner- partnerka, syn- matka). Problem tkwi w tym, że tu nie ma żadnego innego klucza emocjonalnego- żadnych trwałych więzi, bo wszystkie pragnienia ustąpiły zaspokojeniu głodu. Spanie pod jednym dachem, czy nawet w jednym łóżku, nie oznacza duchowej wspólnoty, ale jest niezłym pretekstem do udawania, że ta wspólnota istnieje. Pan Wiesio i jego partnerka- rozmawiają do siebie rozkazami, prawie niczego sobie nie opowiadają, nie mówiąc już o dzieleniu się uczuciami, czy duchowością. A w tej samej kamienicy, niczym wyrzut sumienia, dobrotliwy pan Zdzisio, prosty fryzjer nadal swobodnie mówiący o miłości do swej zmarłej żony, trzydzieści lat starszy, schorowany, lecz wyglądający lepiej i młodziej od pana Wiesia, grzecznościowo go strzygący wedle tradycyjnego, przedwojennego porządku. Dumny z pracy, którą wykonywał, pełen anegdot, wspomnień o relacjach z klientami i szefostwem, z urlopów z żoną, grzybobrań w Szwajcarii Kaszubskiej…. Pomimo, że pan Zdzisio owdowiał, nie było w nim tej pustki, jaką widać w życiu Wiesia.

Tak, z Wiesia pustka wręcz łypała do nas swoim jednym, chorym okiem. On, w przeciwieństwie do pana Zdzisia, nie miał żadnych dobrych wspomnień do opowiedzenia, a przecież obwieszczał, że choć dużo młodszy, też jest u schyłku życia. Takie podsumowanie: świat jest zły, pora umierać. Zupełnie nagle przypomniał mi się teraz film Koterskiego „Wszyscy jesteśmy Chrystusami” i scena rozmowy Adasia z Aniołem Stróżem. „Powiedziałeś mi że mogę (się napić)”, na co mu Anioł odpowiada „Na pewno to nie byłem ja, tylko jakiś przebieraniec pierd…y”. Ludzie, którzy dobierają się wg klucza, przedstawiają swoje patologiczne historie jako zabawne, potakują osobie uzależnionej w jego pretensjach do (rzekomo) złego świata, bywają takimi właśnie przebierańcami …

– Zmierzając do brzegu: Odrzucenie z grona znajomych wszystkich, którzy zaburzają komfort picia, dobieranie się według kryterium przyzwolenia na nałóg, a w konsekwencji poczucie osamotnienia spowodowane brakiem realnych więzi, to wybór osoby uzależnionej, a nie otoczenia. To nie osoba uzależniona została odrzucona przez społeczeństwo, lecz sama się wykluczyła. Tyle, że nie wynika to z jej złej woli, czy złośliwości, a choroby, której nie jest winna. Popadanie w uzależnienie jest procesem mającym źródło w błędach w procesie wychowawczym skutkujących brakiem dojrzałości emocjonalnej – dzieci radzą sobie z zastaną sytuacją tak, jak potrafią- niekoniecznie wybierają najlepszą drogę dla siebie, a później jest już pozamiatane. Nie ma nic obraźliwego w nazwaniu choroby alkoholowej alkoholizmem. Ale można zmienić życie. Można nawet wtedy, gdy pozornie jest to niemożliwe. Znam upośledzonego psychicznie (w stopniu lekkim) chłopaka, który wraz z ojcem topił się na dnie nałogu. Dziś obaj trzeźwieją, obaj mają pracę, obaj weszli w związki z kobietami i patrząc na nich z boku nikt by nie odgadł, co wydarzyło się w przeszłości. Musieli jednak zadbać o siebie, przyjąć pomoc specjalistów, przestrzegać zaleceń. Są na dobrej drodze i jeśli będą się jej trzymać, pod koniec życia będą mieć dużo pięknych wspomnień, jak pan Zdzisio- przedwojenny fryzjer z omawianego przez nas dokumentu.

Dodam, że oczywiście tym błędom w procesie wychowawczym może pomagać genetyka, niemniej nadal nie jest to usprawiedliwienie dla picia. Bycie alkoholikiem nie jest niczym wstydliwym. Alkoholików spotykamy na co dzień, wielu z nich zapanowało nad swoją chorobą, osiągnęło indywidualne sukcesy. Natomiast niedbałość o zdrowie i dobrostan w postaci alkoholizmu czynnego jest zwyczajnie grzechem przeciwko samemu sobie. Ale tak jak napisałeś, to da się zmienić. Czy moglibyśmy na koniec naszej rozmowy zapodać kilka filmów do obejrzenia dla osób zainteresowanych tematyką?

– Konsekwencją budowy genetycznej jest SKŁONNOŚĆ do uzależnień, którym jednak można zapobiec odpowiednio postępując- najlepiej to postępowanie zacząć już w procesie wychowawczym, a nie w terapii uzależnienia w fazie przewlekłej- oszczędźmy sobie epizodu samego uzależnienia. Ale dobrze, oczywiście bez trudu polecimy kilka świetnych filmów. Jedna prośba do czytelników: NIE OCENIAJCIE BOHATERÓW! Skupcie się na konsekwencjach zachowań destrukcyjnych, na możliwościach wyjścia z sytuacji.

  • „Taka historia”- Paweł Łoziński (do obejrzenia TUTAJ)
  • „Korkociąg”- Marek Piwowski (do obejrzenia TUTAJ)
  • „Wszyscy jesteśmy Chrystusami”- Marek Koterski (do kupienia na LEGALNYCH dvd).