– 11-go lipca 2019 Katolicka Agencja Informacyjna poinformowała, że na Jasnej Górze odbywa się ściśle zamknięte, pięciodniowe spotkanie EGZORCYSTÓW z całego świata. Co Ty na to, bo ja jakoś tak na słowa „ściśle zamknięte” z miejsca przypomniałem sobie film braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu”.

Piotr Bukartyk – U fryzjera

– Czytałam informację, zjeżyłam się, nawet wystosowałam pod nią komentarz, że to niewyobrażalne brednie biorąc pod uwagę, że jesteśmy w XXI wieku, ale niestety moja pozbawiona wulgaryzmów opinia nie przeszła przez restrykcyjne sito moderacyjne portalu informacyjnego (czy muszę dodawać, że katolickiego?)

– Skonkretyzujmy: Mamy XXI wiek, a Kościół twierdzi, że ma swych „naukowców” od „wypędzania złych duchów”. I pół biedy, gdyby tak było, tyle że „naukowcy” ci spotykają się na spotkaniach zamkniętych, nie ma możliwości nie tylko zrecenzowania ich „nauki”, ale nawet zdobycia reporterskiej informacji, co oni tam wyrabiają.

Black Sabbath – N. I. B.

– A towarzyszy temu grypsera. Co robią egzorcyści? Rozeznają. Zły duch zniewala. No ale to są takie wewnętrzne „michałki”, kościół katolicki ma swoje egzorcyzmy, kapłani voodoo jakieś inne historie, mnie by to nie obchodziło (voodoo przecież nic mnie nie obchodzi), gdyby nie cytat: „Opętanie czy zniewolenie przez złego ducha jest diagnozowane wtedy, gdy lekarze mówią: nie wiemy co ci jest, albo nie możemy cię z tego wyleczyć. Najczęściej dana osoba trafia najpierw do psychologa czy psychiatry, który dokonuje wstępnego rozpoznania, czy chodzi tu o działanie Złego czy może o jakąś chorobę psychiczną. I dlatego prócz duchownych także psychiatrzy i psycholodzy biorą udział w jasnogórskich spotkaniach.”

– To oczywiście cytaty z pewnego portalu katolickiego, a jakże! Bez zmrużenia oka łżą, że mają umocowanie naukowe. Jest tylko mały haczyk: Ach któryż to, ach któryż z psychiatrów, bądź też psychologów, opublikował na ten temat pracę naukową, poddaną równie naukowej recenzji. Nie mówię tu o krytyce mojej, czy Twojej, ale o konfrontacji z innymi naukowcami, niekoniecznie podzielającymi entuzjazm religijny psychiatry, bądź psychologa zezwalającego Kościołowi na podpieranie się jego nazwiskiem.

– Może nasi Czytelnicy będą mieli na ten temat wiedzę, ja jej w tej chwili nie posiadam. Oczywiście opętanie jest zaburzeniem z punktu widzenia psychiatrii i może podlegać terapii. Czy jednak osoba z zaburzeniem musi być skazana w naszej rzeczywistości na odmowę leczenia i odesłanie do szamana? Jedna z moich wykładowczyń świetnie podsumowała: w społeczeństwie chrześcijańskim człowiek może mieć zaburzenia tożsamości każdego rodzaju: może być swoja ciocią, Napoleonem, kozą, Jezusem. Ale niech mu się zda, że jest diabłem, a natychmiast procedura medyczna się zacina. Choć, jak podejrzewam, leki antypsychotyczne podziałają tak samo na Jezusa, jak i na Lucjana. Dawniej opętanym był każdy, kto cierpiał na jakiekolwiek zaburzenie psychiczne które jakoś tam utrudniało życie (depresja, schizofrenia, nerwica natręctw). To nauka okroiła opętanie do Lucjana, choć egzorcyści nieśmiało jeszcze przypominają, że sygnałem opętania może być po prostu inność.

collage

– Inność…? Zależy na jak głębokiego świra trafisz, bo w cytowanym przez Ciebie portalu znalazłem zdanie „Złe duchy dręczą ludzi, co objawia się niepokojem czy oporną na leczenie depresją.” Czyli wystarczy, że przyjdzie do takiego hochsztaplera alkoholik z nasilającymi się stanami depresyjnymi, a on diagnozuje złe duchy.

– Tym gorzej dla alkoholika, czyż nie? 🙂 To ciężki temat, ale aktualny – nasz wspólny znajomy, Włodek, ma problemy psychiatryczne, być może spowodowane stresem, być może nadużywaniem alkoholu, może ChAD-em, nie wiemy, bo sprawa pozostaje niezdiagnozowana. Problem nabrzmiewa, zauważ jak to jest przetrawiane przez najbliższych …

Apteka – Jestem

– Tak…, rodzona matka Włodka nie chce słyszeć o możliwości występowania w rodzinie problemów psychicznych, więc upiera się, że jest to sam Szatan, bądź co najwyżej alkohol, co dla niej jest, a przynajmniej bywa tożsame (alkohol uważa za narzędzie Szatana, choć za cholerę nie wiem, jak wobec tego racjonalizuje „cud” w Kanie Galilejskiej)… Ojciec natomiast tak przedstawia sytuację, jakby syn popełnił jakiś błąd, ale generalnie jest jeszcze dalej od wyartykułowania słów „choroba psychiczna”.

– Rozumiem, że zaakceptowanie faktu, że ktoś w rodzinie ma zaburzenia psychiczne musi być trudne, ale do Ciężkiej Anielki, niby stajemy się dorośli, przynajmniej niektórzy z nas. W przestrzeni publicznej jest w ogóle duża aprobata dla szamanizmu. I jeszcze raz powtórzę, nic mnie nie obchodzi, czy ktoś prywatnie korzysta z „posługi” szamana jakiejkolwiek denominacji – wiem, że to może dać człowiekowi subiektywną ulgę, rozumiem czym jest ból, rozumiem ulgę. Ale szamanizm nie leczy z zaburzeń psychotycznych, nie leczy raka, nie powoduje, że odrosną kończyny (jakoś najbardziej spektakularne działanie szamanów zacięło się w kwestii odrastających członków na średniowieczu, czy to nie jest zastanawiające?).

– O…! Z szamanizmem zetknąłem się przy okazji zdiagnozowania u mnie nowotworu. Pół rodziny przesyłało mi różne cudowne leki. Może gdyby to był jeden specyfik, spytałbym konsultanta, czy mi nie zaszkodzi, ale ze względu na ich liczność, wystąpiło takie ryzyko wejścia któregoś z ich składników w reakcję z lekami ordynowanymi mi przez fachowców, że prawie wszystkie wylądowały w koszu (wyjątek zrobiłem dla plastrów detoksykacyjnych i kapsaicyny, choć i tak wstrzymałem się ze stosowaniem do 2 tygodni po ostatnim cyklu chemii). Za to jedna z moich znajomych leczyła z nowotworu męża wsadzaniem cieciorki pod skórę, inna na raka swej siostry aplikowała cudowną wodę z Lourdes wzmocnioną modlitwą i dzięki temu oboje uzdrawiani dawno już zeszli z tego świata. Moim ulubionym jednak odłamem szamanizmu są antyszczepionkowcy, choć wiem, że i Ty masz swoich faworytów.

– A takie proste rzeczy mnie bawią … choćby homeopatia, która przecież zawdzięcza swoją prosperitę lekarzom masowo przepisującym chorym na sezonowe choroby preparaty z cukrem. Słyszałeś o kampanii 10:23 w której sceptycy próbowali publicznie, grupowo popełnić samobójstwo przedawkowując preparaty homeopatyczne. Nikt nie umarł, domyślam się, że paru mogło mieć rozwolnienie po przyjęciu tylu jednostek cukru. Śmieszne, choć podkreślę element oburzający: idziesz do lekarza z bólem gardła, on(a) zamiast zrobić wymaz, zakłada, że jesteś tym z 9 na 10, którzy przychodzą z byle gównem i przepisuje ci cukier. Dziewięciu wychwala pod niebiosa medyka, bo im po tym cukrze faktycznie przechodzi, co na to powie ten dziesiąty, który przyszedł z gronkowcem w gardle? Czy coś jeszcze może powiedzieć?

– W Irlandii lekarz, który przy wstępnym badaniu nie widzi nic niepokojącego, zaleca paracetamol i lukozadę (taki wysokocukrowy napój z kofeiną), a na ból brzucha zamiast lukozady jest odgazowany sprite. Cholernie potrafi to opóźnić diagnozę, choć rzeczywiście skutecznie rozwiązuje problem natrętnych hipochondryków. Mnie samego zdiagnozowano pierwotnie jako pacjenta z lekkim zwyrodnieniem kręgosłupa, dając mi skierowanie na fizjoterapię rozpoczynającą się za rok. Na szczęście trafiłem później do lekarza zakładowego, który szybko się zorientował, że to śmierdzi rakersem i to dosyć rozwiniętym.

Ewa Demarczyk – Czarne Anioły

W Polsce, z braku lukozady, magicznym napojem jest pepsi. Działa, samam tego przykładem 😀 Ok, śmiech przez łzy (gdy wspomniałeś o rakersie). Mówiąc o szamanizmie, sam widzisz, że mam na myśli nie tylko kwestię działania duchownych. Duchowni są od spraw duchowych w swoim kościele dowolnej denominacji. Oprócz tego, niech sobie ludzie myślą magicznie i wklepują krem pod oczy tylko małymi palcami dłoni, albo mieszają ciasto drożdżowe tylko w jedną stronę. Natomiast nie podoba mi się wkradanie się myślenia magicznego do instytucji. Bo czyż nie jest śmieszne, że policja szukając zaginionych, poważnie rozważa zwrócenie się po pomoc do jasnowidza? I jak się przed tym bronić?

– I z tym to pytaniem pozostawmy Czytelników. Może tylko jeszcze jedna gałąź szamanizmu teologicznego pod rozwagę: Duchowni nie tylko mienią się nadpsychologami i nadpsychiatrami (no dobrze, przyznaję się…, oni by się tak ironicznie nie nazwali, jak ja ich tutaj przezywam), ale zdają się być ekspertami seksuologiczno – ginekologicznymi, a mnie średnio przekonują fantazje seksualne erotomanów – gawędziarzy w ornatach, ale oczywiście jeżeli Czytelnicy sądzą coś innego, chętnie o tym podyskutujemy.

– … jeszcze chciałabym zachęcić Czytelników do refleksji nad myśleniem magicznym w życiu codziennym. W mojej ostatniej wypowiedzi podałam przykłady mądrości, których nikt nigdy nie sprawdził naukowo … jestem pewna, że znajdziecie ich więcej🙂

Reklamy