– „Do zobaczenia w lepszych czasach”. Takie dość pospolite skądinąd hasło można usłyszeć z ust ludzi, którzy nie są zadowoleni z własnego życia. Tylko czy to musi znaczyć, że czasy są złe? Tak sobie rozmyślałem, gdy po raz kolejny przeczytałem o złej kondycji ŚWIATA.

Ludzki świat z pewnością ma teraz kłopot. Tymczasem do weneckich kanałów wróciły podobno ryby i łabędzie. W związku z tym przyszły mi do głowy bardzo brzydkie myśli na temat ludzkości, powstrzymałam się jednak przed ich wyrażeniem.

– To samo się dzieje wokół Fukushimy, ćwierć wieku wcześniej taki sam efekt można było obserwować w okolicach Prypeci i Czarnobyla. Zastanawiam się nad tym, jak zarozumiałym i tępym bucem jest człowiek, uważający się za pępek Świata podczas, gdy Świat bez niego radzi sobie doskonale.

Talking Heads – [Nothing But] Flowers

Myślę, że od czasu do czasu warto abyśmy przypomnieli sobie, jak łatwo nas zmieść. Chyba teraz jest taka lekcja życiowa, chociaż dość często, żeby o tym nie myśleć, ludzie przesuwają akcent na coś innego: niedogodność izolacji i to jak sobie radzić w sytuacji wymuszonej bliskości z rodziną.

– O! Poruszyłaś kolejną ciekawostkę dotyczącą ludzkości. Pamiętasz, jaki był do niedawna problem PIERWSZEGO ŚWIATA, nad którym załamywali ręce współcześni homo sapiens? Lamentowali, bo pośpiech, bo brak czasu dla rodziny, brak czasu na lekturę. I nagle, gdy czas się pojawia, a rodzina trafia wspólnie niemalże pod klucz, okazuje się, że teraz, to dopiero jest płacz i zgrzytanie zębów. A Kościół i NSSZ Solidarność tak naciskający na zakaz handlu w niedzielę (rzekomo dla rodziny) teraz nabrały wody w usta. A przynajmniej nie mówią: No, parafianie, to teraz wykorzystajcie ten czas DLA RODZINY.

Dżem – Boże daj dom

Żeby trochę rozwodnić sprawę, wspomina się o ciężarze stresu – chodzi o to, że stres związany z niepewnością, co będzie, ma tak destrukcyjnie wpływać na rodzinę. Sama nie wiem, czy to akurat chodzi o stres sytuacyjny. Dzisiaj oglądaliśmy vloga Lisy Lansing, Amerykanki mieszkającej w Polsce. W jej Q&A pojawia się pytanie od widza, jak ona wytrzymuje ze swoim partnerem 24/7h … odpowiedź jest rozbrajająca.

– A tak…, PO PROSTU SIĘ LUBIĄ 🙂 Zdradźmy coś może czytelnikom…. My też się lubimy, spędzamy i spędzaliśmy ze sobą dużo czasu, także zanim pandemia zagoniła rodziny do ich domów.

Z pewnością spędzamy ze sobą dużo czasu, z różnych powodów życiowych.

– Na przykład spaceru nad morzem.

I przyznam, że pytanie jak ktoś wytrzymuje z kimś, kogo sam sobie wybrał, nie przychodzi mi jakoś naturalnie. Nie wiem, czy chodzi o kulturowy model rodziny, legendarne docieranie się. Może zresztą ludzie tak mają mieć, a takie osoby jak Lisa i jej partner, czy ja i Ty, są wyjątkiem potwierdzającym regułę.

– Nie wiem, czy mają tak mieć, ale często tak mają. Gdybym miał postawić pieniądze na przyczynę, byłaby to KONTROLA. Mnie też szlag by trafiał, gdyby mi ktoś mówił, jakie mam gacie założyć, kiedy zajrzeć do laptopa, a kiedy siąść przed telewizorem.  Dokładnie to pamiętam z domu rodzinnego, dzięki czemu zresztą tego domu nigdy nie traktowałem, jak swojego domu.

Idąc tym śladem, Lisa wspomina we vlogu o własnych zainteresowaniach, że w sumie jest taki czas, gdy ona coś tam sobie robi, a jej partner robi to, co on chce i obecność drugiej osoby ma tylko charakter wspierający, a nie kontrolujący. Tymczasem dość często czytam o sytuacjach, gdy jeden partner wynajduje drugiemu zajęcie …

– Pół biedy, jak wynajduje i komunikuje, bo mam obawy, że w wielu przypadkach to, co „powinien zrobić teraz partner” znajduje się jedynie w głowie przekonanej o tym drugiej połówki, i wobec braku „DOMYŚLENIA SIĘ”, następuje EPICKI FOCH.

I cisza 🙂 Foch ma swoje plusy, jak widać. Chociaż chyba nie dla osoby foszącej się, która czeka w napięciu.

– O ile zjebanie (żadne inne słowo nie wyraża tego tak dobrze, jak bym chciał) kilku dni sobie i partnerowi można uznać za sukces. Oczywiście taka atmosferka jest zakaźna, więc dostaje się i otoczeniu.

No tak, tylko to może być normalny sposób na życie – życie od focha do focha obserwowane przez pokolenie młodsze w pokoleniu starszym. Teraz ludzie mają usprawiedliwienie w postaci stresującej sytuacji, jaką jest zagrożenie życia czy życie w cieniu korony.

kondycja świata

 

– A jak Ci się podoba nasz ludzki ród, jako „PAN WSZECHŚWIATA”, któremu niejaki Bogu zlecił podporządkowanie sobie innych istot. Jak na razie bezmózgi wirus ustawia go po kątach, a panikę wzbudza świadomość niewystarczających zapasów papieru toaletowego i paracetamolu, podczas gdy „WŁADCA” gorączkowo zgaduje, czy to KARA BOSKA, czy może SZTUCZNIE WYPRODUKOWANA BROŃ BIOLOGICZNA, zamiast po prostu pójść z tym do najbliższego psychoterapeuty.

– 😀 Jakiś czas temu wkleiłeś u siebie mema z dzikami, na którym dziki pytają o odstrzał mający zapobiec rozprzestrzenianiu się epidemii. Czyli pytanie o prewencję. Nie wszyscy Twoi znajomi dobrze to znieśli.

– Zwłaszcza ten, który odzywa się tylko wtedy, gdy chce potępić krytykę jedynie słusznej partii. Bo jak pamiętamy z „Rejsu” Piwowskiego, trzeba zrobić tak, żeby był tylko aplauz.

Kury – Dlaczego

– 🙂. Jestem skłonna wierzyć w to, że teraz to trochę wszystko przez problem z koronawirusem. Ale myślę, że jak to wszystko już się skończy szczęśliwie dla nas, czyli dla ludzkości, to może warto siebie nawzajem bardziej lubić i docenić świat w którym żyjemy, a który jest, i to nie po to, aby nam służyć. Myślę, że teraz jest taki moment, w którym to widać wyraźnie: role się zmieniają, i czasami to my komuś służymy, jak teraz choćby wirusom. Oczywiście, że człowiek odgrywa ogromną rolę w degradacji Ziemi, ale to nie znaczy, że mamy jako gatunek stałą nad Ziemią kontrolę. Tak jak w przypadku każdego innego gatunku: namnażamy się i rośniemy w siłę tak długo, jak warunki nam na to pozwalają.

– Zakończmy konstruktywnie: Jak wykorzystaliście spowolnienie tempa życia i dodatkowy czas (to oczywiście pytanie do CZYTELNIKÓW). Ja dokończyłem montaż filmu i rozpocząłem sezon prac ogrodowych, Świechna zaraz Wam napisze o sobie.

O Boginii! Chcesz konstruktywnych działań? 😀 To chyba polegnę. No dobrze, zapisałam się na egzamin prawa jazdy, podczytuję teorię. Pełna uwielbienia dla cudzej pracy twórczej, robię twórcy kawę. Czytam książkę.

– I wynajdujesz różne ciekawostki, jak ta przypowieść. Podzielisz się nią z Czytelnikami?

Zawdzięczam to znajomej na fejsbuku, która doprowadziła mnie tutaj. Nie wiem czy to faktycznie przypowieść suficka, nie sprawdzę tego teraz (może nasi Czytelnicy podpowiedzą, jak jest). Po prostu na tę chwilę się mi to podoba. A brzmi to następująco:

„Murid (uczeń) poprosił kiedyś swojego murszida (nauczyciela) o to, by pokazał mu czym jest niebo. Nauczyciel przytaknął i skierował go do pewnego pomieszczenia, gdzie uczeń pełen entuzjazmu wszedł i… zastał pusty pokój. Nieco skonfundowany po pewnym czasie wrócił do nauczyciela i poprosił o pokazanie jak wygląda piekło. Murszid znów skierował go do pewnego pomieszczenia, gdzie uczeń ponownie zastał pusty pokój. Zdezorientowany murid wrócił do nauczyciela i zapytał: Ale gdzie te rzeki nektaru w niebie albo ognie piekielne w piekle? Nauczyciel podniósł wzrok i spojrzał na niego: Aaaa, o to ci chodzi? To – zawiesił głos – to musisz zabrać ze sobą sam”